Nowości w serwisie | Dodaj informacje | Kontakt | Poleć nas znajomym | O serwisie | Nasze banery | Mapa serwisu |
Informacje
Badania wśród wegetarian
Czasopisma
Lekarze wegetarian
Opracowania
Producenci
Przedszkola
Restauracje i bary
Sklepy i hurtownie
Towarzystwa
Wegetariańskie wakacje

Produkty
Buty
Kosmetyki
Środki spożywcze i dodatki do żywności

Książki
Beletrystyka
Książki anglojęzyczne
Kuchnia i przepisy
Podstawy
Stare, ale jar(ski)e
Wegetariańskie dziecko
Zdrowie
Zwierzęta

FAQ
Pytania organizacyjne i techniczne
Twórcy FAQ
Wszystko o wegetarianizmie

Tu jesteś: Strona główna

Imie, nazwisko, nick : Gandalf
Ur. 30.10.1960, zm. 4.8.2001
Był aktywny na :
- #PolskaVege
- ircx.pl.polskavege
- pl.soc.wegetarianizm

E-mail : abienias@usa.net
WWW : http://piapsat.piap.waw.pl/andrzejb/
Zainteresowania lub to co lubię : Lubię literaturę SF, starego, dobrego rocka, szybką jazdę samochodem i pracę na działce.
Nie lubię : Fanatyzmu
Motto : "Never let your sense of morals prevent you from doing what is right !" I. Asimov, "Foundation"

W tym miejscu zebraliśmy fragmenty wspomnień o Gandalfie które pojawiły się na grupie dyskusyjnej ircx.pl.polskavege po jego śmierci.

From: Sun <cherokee@viper.pl>
[...]
Czesto natrafiam na jego numer komorki w swoim telefonie i nie mam sily
go skasowac... pewnie dlugo tego jeszcze nie zrobie...

Nie bede na spotkaniu u mamy Gandalfa jednak prosze jej przekazac w moim
imieniu najszczersze wyrazy ubolewania...

Mam nadzieje, ze w tym uszczuplonym gronie bedziemy potrafili sie w
dalszym ciagu trzymac razem, a to kim byl Gandalf przyczyni sie do tego
by korzystajac z jego przykladu lagodzic spory i wyciagac nalezyte
wnioski.

From: "Rena" <rena@post.pl>
[...]
ja go nigdy osobiscie nie poznalam, ale byl
dla mnie bardzo bliski, taki kochany, cieply, rozladowywal konflikty,
wlasciwie byl taki lagodny. jak to sie moglo stac? jakie to straszne pisac o
kims w czasie przeszlym.
andrzej - mysle o tobie!!!! mam nadzieje, ze TAM jest ci dobrze.

From: gzyra <marabuk@polbox.com>

[...]
Poznałem go dobre dwa lata temu, a pierwsza konfrontacja jego wirtualnej
postaci z rzeczywistą była niesamowita. To było spotkanie w Wawie, na
Starówce. Pamiętam, że mozolnie się wtedy gromadziliśmy na rynku, była
Kasia, Sun, Darumy, Coolery, Micky... no i taki niepozorny Pan z Teczką.
Pamiętam, że razem z Ki pokręciliśmy z niedowierzaniem głowami:
"to_właśnie_jest_Gandalf?". Był jakby wyjęty z innej bajki, elegancki,
taktowny, skromny człowiek, w ogóle bym nie przypuszczał, że ta postać
znalazła się na rynku, ponieważ właśnie odbywał się zlot jakichś
kosmitów Puszatków! Byłem zbyt skrępowany i zaskoczony, żeby wtedy z nim
rozmawiać. Na Puszatkowie są zdjęcia z tego zlozu. Drugi raz widziałem
Go u Llau'a, na imieninach kota. Pogadaliśmy chwilę, pamiętam, że
szukałem wtedy miejsca do życia, pytaliśmy Go z Ki, czy nie ma w
okolicach Jego domu jakichś działek do sprzedania. Ucieszył się wtedy
naszym pytaniem, powiedział, że byłoby fajnie, gdyby "miał jako sąsiadów
trawożerców". Czułem, że dokucza Mu bycie jedynym odmieńcem, gdzieś
pośród polskiej przeciętności pod Skierniewicami. Nic z naszych planów
nie wyszło. I nigdy później już Go nie zobaczyłem.

Gandalf był dla mnie punktem odniesienia. Jego posty wyławiałem i
czytałem nawet z wątków, które omijałem. Miałem wrażenie, że jak ich nie
przeczytam, stracę coś ważnego, czegoś się nie nauczę. Niewiele jest
osób, które w ten sposób w Usenecie czytam. Kiedy sam pisałem coś, o
czym wiedziałem, że może być kontrowersyjne, czekałem, czy odpowie.
Wiecie jak to jest, czasem pisze się na forum publicznym, pisząc tak
naprawdę dla jednej osoby. Tak właśnie często bywało w moim przypadku z
Gandalfem. Przyznacie, że wyjątkowo trudno było Go wyprowadzić z
równowagi. Nie wiem, czy powinienem się cieszyć, że kilka razy mi się to
udało. Nie zawsze się zgadzaliśmy i wciąż nie zgadzam się z wieloma jego
słowami, ale pamiętam o czym pisał, bo wiele razy powodował niezły zamęt
w mojej gorącej głowie. Czasem długo siedziałem nad jakimś jego zdaniem,
próbując znaleźć jakiś sensowny kontrargument, bo byle jaki absolutnie
nie miał szansy przejść. Gandalf był do bólu precyzyjny, klarowny jak
jasna cholera. Popatrzcie w jaki sposób pisał - te zdania są
przemyślane, uporządkowane, nie ma żadnych śmieci. Spójrzcie na formę,
nienaganne odstępy, konstrukcja wypowiedzi. I to wszystko w otoczce
inteligentnego humoru, nigdy poza granicami dobrego smaku. Lubię jak
ktoś tak piszę, czuję, że rozmawiam wtedy z kimś świadomym, kogo
stać na panowanie i nad treścią i nad formą. Dla mnie to jest bardzo ważne.

Kiedy siedziałem na mszy, patrząc z niedowierzaniem na trumnę, miałem
wrażenie, że tylko wrodzony umiar i delikatność nie pozwalają Gandalfowi
na to, żeby wstać w trakcie bełkotliwego kazania i powiedzieć coś, co
napisał mi w ostatnim mailu:

"(...) A całą religijną, czy "magiczną" otoczkę mam w .... głębokim
poważaniu ;-)"

I koniecznie z tym przymrużonym okiem, żeby nikogo nie urazić.
Prawdopodobnie wywołałby dramatyczne zdziwienie wśród zgromadzonych,
okazało by się być może, że nie do końca wiedzą kogo utracili.

W mojej skrzynce, w Unsent Messages, leży list od Niego, na który nie
odpowiedziałem, bo wydawało mi się, że nie ma pośpiechu. Strasznie mnie
to boli, że nie znalazłem dla Niego czasu. Proszę, nigdy nie odkładajcie
na później, bo może nie być poźniej.

pozdro serde Gandalfie,

From: "Ella" <elak@poczta.fm>
[...]
Wróciłam dzisiaj po prawie dwutygodniowej nieobecności w domu, otworzyłam
skrzynkę i jako pierwszy post od Gzyry, a potem - błyskawiczny telefon do
Warszawy...
Właśnie przeczytałam grupę i ciągle nie mogę przyjść do siebie.
Jest mi przykro, płakać mi się chce, czuję żal do świata, do Pana Boga, do
losu i cholera wie do kogo jeszcze. Jestem wściekła, z bezsilności na
nieodwołalność faktów.
I czuję jego cierpienie przed śmiercią.
Nie poznałam Gandalfa w realu, ale był i zawsze będzie dla mnie Ważną Osobą.
Dzięki niemu po raz pierwszy przeżyłam coś, co zaważyło na moim dalszym
życiu - głodówkę dwutygodniową. On mi pokazał, że jest to możliwe, opiekował
się mną w trakcie, podrzucał błogosławione pomysły, dzielił spostrzeżeniami
dotyczącymi samopoczucia, wspomagał humorem... Nigdy nie będę miała w tej
dziedzinie lepszego Cicerone. Ale też nie chodziło tak naprawdę o głodówkę.
To był sposób na pokazanie, że można przezwyciężać słabości, że można coś
zmienić w swoich przyzwyczajeniach, będących naszą drugą naturą. Od czasu
głodówki jestem weganką, i Andrzej się do tego niewątpliwie przyczynił.
Nieważne, że nieświadomie, choć kto wie? Sam też był prawie... mimo jego
droczeń z Gzyrą. Myślę, że w trudnych chwilach (tak długa głodówka naprawdę
nie jest łatwa)poznaje się człowieka - i w ten sposób stał mi się bliski.
Cieszyłam się, że będę mogła go kiedyś poznać w realu... Z różnych danych
skleciłam sobie jego postać i sytuację rodzinną, więc to co napisaliście,
nie zaskoczyło mnie. Jest mi tylko jeszcze bardziej przykro...
Dobra, kończę, bo wyście już przeżyli pierwszy ból po stracie naszego
przyjaciela, wybaczcie, że każę wam do tego wracać, ale musiałam się przy
was wyżalić...
Miałam w planie na wiosnę ponownie ruszyć z Gandalfem na Wyprawę, i pójdę,
wierząc, że będzie ze mną.

From: "iwonka" <iwonek69@poczta.onet.pl>
[...]
jestem bardzo mloda na tej grupie, nie znalam Gandalfa za bardzo oprocz
postwoego spotykania, ale bardzo przezywam ta wiadomosc, ktora zupelnie
mnie zszokowala. Trudno rozumem i sercem objac taka wiadomosc.

From: "Puszczyk" <justkami@poczta.onet.pl>
[...]
Uzytkownik "iwonka" <iwonek69@poczta.onet.pl> napisal w wiadomosci
news:9ku3ov$gnq$1@news.onet.pl...
> jestem bardzo mloda na tej grupie, nie znalam Gandalfa za bardzo oprocz
> postwoego spotykania, ale bardzo przezywam ta wiadomosc

To tak jak ja... Ostatni post pisal 1 sierpnia... Szok...

From: roger@ole.most.org.pl (Roger Jackowski)
[...]
...i ja nie znalem Gandalfa osobiscie... pozostal tylko jeden
jego list na ktory nie zdazylem odpisac i... szok, w ktorym
caly czas siedze przed komputerem i mechanicznie odpisuje na
listy nie mogac tego pojac ze On juz tu nic nie napisze...

From: "JimiHenExp" <fpzioze@fpzioze.most.org.pl>
[...]
Spotkałem się z Nim osobiście tylko tylko raz ale .... nie wiem.... brak mi
słów czuję się jak bym stracił przyjaciela.
[...]
boze to niemozliwe. DLACZEGO?????

From: "iwonka" <iwonek69@poczta.onet.pl>
[...]
Chyba nigdy nie mozna uwierzyc w tragedie! Nigdy sie jej pewno nie zaakceptuje
do konca i trzeba sobie tylko jakos radzic z ta rana, ktora zawsze pozostanie.
jedyne co my mozemy zrobic to pozosatwic wspomnienia i nasze mysli o nim ciagle
obecne i zywe. Tak chyba pozostanie jego dusza, w naszych sercach i myslach.

From: Daruma <daruma@use.reply-to.invalid>
[...]
W artykule <9kuc8r$n$1@news.tpi.pl>, JimiHenExp napisał(a):

> Spotkałem się z Nim osobiście tylko tylko raz ale .... nie wiem.... brak mi
> słów czuję się jak bym stracił przyjaciela.

Ja chyba cztery razy, ale w sumie było to za mało żeby się tak naprwdę poznać.
Wydawało się że jest jeszcze dużo czasu na to, mielismy go odwiedzic w Rawce, a
teraz co ..........???

From: wojmat@vege.pl (wojmat)
[...]
ja wcale, tyle razy mnie zapraszał, tyle maili popisaliśmy.
nawet w ostatnim poście coś powiedziałem o śmierci, jakby okrutny
żart teraz.[...]
Gandalf od samego początku mojej przygody z usenetem był postacią
klarowną. nie każdy "tak ma". choć w paru kwestiach nie byliśmy
zgodni to był jakoś bardzo bliski mojej osobie. lubię ten jego takt,
poczucie humoru i przede wszystkim wiedzę i zdrowy rozsądek. teraz,
gdy nie mogę już czytać jego odpowiedzi mam coraz więcej pytań na
które tylko on mógłby tak lotnie odpowiedzieć jak robił to wcześniej.
nie spotkaliśmy się... zapraszał mnie kilka razy, ja nie mogłem się
wyrwać jakoś. pisaliśmy do siebie co jakiś czas przy okazji
konkretnych tematów, czekałem niecierpliwie na odpowiedzi. zatrzymam
sobie te e-maile...
niedługo zrobimy pomidory na zimę wg przepisu Gandalfa i jego mamy.

From: "Atma" <atmunia@wp.pl>
[...]
Dopiero przeczytałam.... Jest mi b. smutno i cały czas jakoś tak.....
dziwnie. Nie znając człowieka, można czuć taką więź... Nie dałam rady
dojechać na zlot. Mam nadzieję, ze Was jeszcze zdążę poznać...
[...]
P.S. Biorąc pod uwagę to, co poniżej - Gandalf jest z pewnością bogaty.
[...]
"Tym, co zabierzecie ze sobą do innych wymiarów, będzie miłość, jaką
daliście innym, dobro, jakie uczyniliście, pomoc, jaką oferowaliście, ból,
jaki odjęliście i chleb oraz szczęście, którymi podzieliliście się z
innymi."
Mistrz

From: "'Andy'" <andy@nie-tu-.fm>
[...]
Nie zdazyliśmy się poznac w realu. :-(( ale to chyba nieistotne
Poglądami był mi najbliższy.
................................................................
................................................................
................................................................
................................................................
................................................................
................................................................
................................................................
................................................................
............................................

From: <seva@post.pl>
[...]
Noc jest dobrą porą na uspokojenie sie, wyciszenie. Teraz łatwiej mi podzielić
się z Wami tym, jak wspominam Gandalfa.
Trudno zebrać myśli by choć w części oddać kim był dla mnie Gandalf. Żadne
słowa nie są w stanie oddać smutku i pustki jaką czuję po jego odejściu.
Dzieliło mnie od niego całe pokolenie, a jednak to z nim najczęściej prywatnie
korespondowałem dyskutując na róznorakie tematy: od wegetarianizmu, przez
religie, politykę, rolnictwo po literaturę i wiele innych dziedzin. Nasza
znajomość ograniczała się prawie wyłącznie do wymiany myśli, ale to własnie
spowodowało, ze stał mi się bardzo bliski. Nie zawsze zgadzałem się z jego
opiniami, a on za kazdym razem potrafil to uszanować. Jest jedną z bardzo
niewielu osób na którą nie jestem w stanie powiedzieć ani jednego złego słowa.
Gandalf z pewnością był człowiekiem wyjątkowym. Otwary, wręcz renesansowy umysł
i rzadkiej jakości kultura osobista sprawiały, że był ogólnie lubiany i
szanowany. To trafialo tez do mnie. Jego opanowanie, poczucie humoru i
umiejętność prowadzenia dyskusji były czymś co zawsze mi imponowało.
Postrzegam Gandalfa jako naszego grupowego Gandihego - głoszącego ograniczenie
przemocy do minimum, życie w prawdzie i opanowanie ciała przez ducha. Jak na
ironię właśnie Gandalf padł ofiarą przemocy (podobnie jak Gandhi) - zabity
przez barbarzyńców, którzy nigdy nie zbliżą się nawet do poziomu wrażliwości,
kultury czy wykształcenia jakie on reprezentował.
Jego śmierć jest dla mnie niczym utrata członka rodziny. Niezmiernie cieszę
się, ze dane było mi go poznać i ogromnie żałuję, że na tak krótko... za
krótko.
Pozostanie w mojej pamięci jako jeden z najwartościowszych ludzi jakich dane mi
było poznać.

"Dla duszy nie ma narodzin ani śmierci. Nie powstała ona, nie powstaje, ani też
nie powstanie. Jest nienarodzoną, wieczna zawsze istniejącą, nigdy nie
umierającą i pierwotną. Nie ginie, kiedy zabijane jest ciało."
Bhagavad-gita 2.20

From: PatryCCCja <kazala@spinacz.pl>
[...]
doszlam do dziwnego stanu duszy jesli ozna to tak nazwac.
nie pogodzilam sie ze gandalf odszedl, a szczegolnie ze stalo sie to w tak
bezsensowny i okrutny sposob.
jednak uswiadomilam sobie ze go nie ma, odszedl, nic tego nie zmieni,
koniec.
i tak naprawde to co robie nie robie dla niego tylko dla siebie. i innych.
ale glownie po to, aby zlagodzic wlasne cierpienie.
moge rozwazac co by bylo mile gandalfowi a co nie, moge postepowac tak
jakby on mogl sobie tego zyczyc. ale on juz nie bedzie sie z tego mogl
cieszyc.
dziwnie sie czuje, nie moge przestac o nim myslec.
postaowilam jednak zrobic cos nie tyle dla gandalfa ile dla pamieci o nim.
bo on zyje, zyje w nas, w naszej pamieci, we wspomnieniach - niewatpliwie
cieplych i zyczliwych jak on sam. postanowilam byc lepszym i zyczliwszym,
bardziej wyrozumialym czlowiekiem. do tej pory staralam sie tak postepowac.
ale teraz bede sie starala mocniej. tak moocno jak tylko bede mogla.
nie podoba mi sie swiat, nie podoba mi sie ze jest urzadzony w taki sposob.
ale nic na to nie poradze i moge sie tylko starac aby byl lepszy.

i tylko dwoch rzeczy strasznie teraz zaluje - ze zapomnialam przeslac
gandalfowi pliku bazy danych puszkkki, o ktora prosil. nie zrobilam tego
odrazu, czesciowo z lenistwa, a teraz juz ...
gandalf cieszyl sie tez ze powstanie nowe puszakowo, ze bedzie mogl sie
oddac innym rzeczom, ktore go ciekawia i pasjonuja. ze napisze wreszcie
strone o herbacie, ktora planowal juz stworzyc od dawna. niestety, strona
ta nigdy juz nie powstanie. a gandalfowi nie bylo dane cieszyc sie z nowego
puszatkowa. jemu - jednemu z tworcow pierwszego puszatkowa. tez przez moje
lenistwo. zostal pochowany na poczatku weekendu, ktory zarezerwowalam na
napisanie puszatkowa.

sluchajcie, on zginal w tak okrutny i bezsensowny sposob...

From: "iza" <zojka2@poczta.onet.pl>
[...]
Od niedawna jestem na tej grupie, napisałam zaledwie do paru osób, jedną z
nich był Andrzej. Spośród tak wielu grupowiczów to on właśnie rzucił mi się
w oczy, jako człowiek, którego mogę o coś spytać, bo pewnie to wie, zna się
na tym i dobrze mnie pokieruje. Przeczucie mnie nie zawiodło, miałam jeszczę
parę pytań, kilka uwag, do Niego właśnie, człowieka, którego twarz znam z
fotki od Siwej.

Oprócz uczucia żalu i smutku czuję coś jeszcze. Strach. Bo widzę, że życie
potrafi być chwilami przerażające, straszne i obrzydliwie okrutne.

From: "Marcin 'Cooler' Kuliński" <cooler@vege.pl>
[...]
W nocy z piatku na sobote, w okolicach 1:00, zadzwonil telefon Ewy.
Wkurzylem sie troche, bo pomyslalem, ze to ktos z portalu wydzwania za
szefowa. Sygnal zaraz sie urwal z powodu rozladowanego akumulatora. Ev
podlaczyla komorke do gniazdka. W kilka minut pozniej przyszedl sms. Od
Suna - to on wczesniej dzwonil. Ev powiedziala, ze sam musze to sobie
przeczytac, bo ona nie da rady. Juz wiedzialem, ze cos sie stalo. Czytajac
koslawe literki na wyswietlaczu nie bylem pewien tego, ze to nie sen.
Zdecydowalismy sie oddzwonic do Suna, ale jakos obu nam rozmowa sie nie
kleila. Dowiedzialem sie tylko, ze juz po pogrzebie i ze to Siwa wiedziala
pierwsza. Zle spalem, rano mialem nadzieje, ze telefonu wcale nie bedzie
tam, gdzie zostawilem go w nocy... Ale byl. W sobote rozmawialismy chwile z
Mikim, ale tez nie szlo najlepiej. Z reszta teraz tez nie idzie dobrze.

Tak sobie mysle, ze bardzo marne sa wszelkie proby oddania w slowach tego,
kim byl Andrzej. I wcale nie byloby inaczej, gdyby byl zwyklym statystycznym
szarakiem. Po prostu czlowiek nie jest jedynie suma swoich czynow, mysli i
wrazen, jakie wywoluje w innych ludziach. Te pierwsze chyba wszyscy znaja,
gdyz bez nich nie stanowilibysmy takiej spolecznosci, jaka jestesmy. Tych
drugich nie znalem, te ostatnie byly bardzo pozytywne. Nikt tak jak Gandalf
nie potrafil zalagodzic klotni na grupie, nikt nie potrafil tak dlugo jak on
ciagnac watku w sposob rzeczowy i nienapastliwy. I nigdy nie zapomne mu
tego, ze rowniez dzieki jego osobie mialem szczescie poznac moja obecna
zone.

Pierwsze wspomnienia to strzepy rozmow, jakie prowadzilismy na kanale, gdy z
niecierpliwoscia czekalem na pojawienie sie Ewy. Poczulem sie bardzo fajnie,
gdy dowiedzialem sie, skad pochodzi pseudonim Andrzeja - wbrew pozorom
ciezko spotkac czlowieka, ktory czytuje fantastyke w calej jej
roznorodnosci. A tym, ktorzy Tolkiena nie czytali powiem tylko, ze Gandalf
byl czarodziejem, ktory pokazal strachliwym i wygodnickim hobbitom, jak
wydobyc sie z malosci i przejsc przez zycie nie klaniajac sie Zlu.
Poznalismy sie fizycznie na drugim bodajze zlocie grupy, w Inowlodzu. Jakiez
bylo moje zdziwienie gdy dowiedzialem sie, ze od tego czlowieka o otwartym i
zyczliwym umysle dzieli mnie cale pokolenie. Pewnie nie tylko ja tego
doswiadczylem; dosc powiedziec, ze nigdy nie udalo mi sie porozmawiac z nim
twarza w twarz tak niefrasobliwie i lekko, jak pozwalalem sobie na grupie
czy kanale. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, ze okazji nie bylo zbyt
wiele: spotkalismy sie jeszcze raz tego samego lata w Warszawie, kiedy
przyjechala Kasia, no i na imieninach kota u Llaua. Zawsze sprawial wrazenie
spokojnego profesjonalisty. Byc moze zabraklo mu tej odrobiny glupoty, ktora
pozwala nam (a przynajmniej mnie) czasem zachowywac sie troche irracjonalnie
i smiesznie, przez co atmosfera wokol nas jakby troche sie przerzedza. Chce
wierzyc, ze byl bardziej soba na ircu i w usenecie. Nie musze tu powtarzac,
ze wiedzial o czym pisze i dyskusja z nim byla przyjemnoscia i nauka. No i
ten niebanalny dowcip - moze z wyjatkiem Inowlodza, gdzie obrzucal mnie...
skorkami po bananie :) Mam jeszcze jeden, calkiem powazny powod, by bardzo
go szanowac, ale to dosc prywatna sprawa. Zyczylbym tylko sobie, abym w ten
sposob potrafil stawiac czola, nieciekawej czasem dla nas, rzeczywistosci.

Oprocz wspomnien zostala mi po Andrzeju plyta z muzyka do "Wojny Swiatow" -
dziwne pomieszanie mrocznych klimatow wyjetych z ksiazki Wellsa, rockowej
muzyki lat 70.-80. oraz przestrzennych brzmien elektroniki. Obiecywal mi ja
od imienin kota, w koncu gdzies w okolicach marca-kwietnia tego roku mialem
okazje uslyszec ja w calosci. Moze chodzilo mu o to literackie przeslanie,
ze czlowieczenstwo to swiadomy i ciezki wysilek; ze trzeba upadac, aby moc
wstac. To nie jest najwazniejsze, bo i tak kazdy z nas bedzie nosil swoja
prywatna historie o Gandalfie Szarym.

From: mick3y@to-wylatuje-z-adresu.samael.k.pl (Jakub 'mick3y' Mikusek)
[...]
Andrzeja znałem ponad dwa lata, parę razy widzieliśmy się IRL, poza tym
newsy. Pierwsze spotkanie, drugi zlot psw. Podczas oczekiwania na
pozostałych uczestników, rozmawialiśmy. Dał mi się poznać wtedy jako
miły człowiek, miłośnik s-f && fantasy. Nie przejął się piwem wylanym
nieopatrznie na jego spodnie, tylko uspokoił mnie, aby się nie
przejmował. Potem kolejne spotkania psw/ipp, 2 lata czytania Jego
postów, 2 lata znajomości...człowiek o złotym sercu, otwartym umyśle,
podchodzący do życia z rezerwą...Das Boot...soundtrack...Rawka.
Piffko...Das Boot...ostatnie przygotowania do zlotu...rozmowy ciągnące
się do godziny 1 w nocy. Balet z Panią Jeziora w Wieży Jaskółki....
oddam przy okazji.

Będzie mi Ciebie brakowało...jak wszystkim....

From: "Ewa Hełpa-Kulińska" <ewahelp@priv1.onet.pl>
[...]
Gandalf był takim obserwatorem rzeczywistości. Tak jak i każdy z nas, ale
on miał do rzeczywistości większy dystans, mam wrażenie. Na ostatnim zdjęciu
z V zlotu stoi obok całej naszej grupy. Stoi obok, patrzy sobie i się
uśmiecha. Bo on już taki był. Obserwował sobie i, mam nadzieję, czerpał z
tego radość. Z obcowania z nami, bo z tego, co mi wiadomo, miał problemy w
kontaktach ze swoim otoczeniem. On był bardzo skromnym i nieśmiałym
człowiekiem. Tracił na tym on sam, jak i jego otoczenie. A może i bliscy...?
Internet, wirtualna rzeczywistość pozwalała mu być sobą. I my na tym
skorzystaliśmy, szkoda tylko, że tak krótko. O wiele za krótko, bo mogliśmy
od niego wiele się nauczyć. Przede wszystkim spokoju i wiedzy. Ja mu
zawdzięczam wiele. Poznałam go już bardzo dawno temu, na pierwszym zlocie
czteroosobowym... Jedliśmy wtedy deser z pszenicy. Potem Warszawa po raz
drugi, Inowłodz i znowu Warszawa. Ale wcześniej spędziliśmy też mnóstwo
godzin na ircu, zanim ta forma komunikacji stała się taka popularna... To
Gandalf nauczył mnie korzystać z irca, dał mi różę, rzucał we mnie jabłkiem
i mirabelkami, dmuchał dymem papierosowym, ja go męczyłam z Puszatkowem,
żeby podmieniał stronki... na ircu gadaliśmy o głupotach i rzeczach bardzo
poważnych; śmialiśmy się do łez, przecież on miał rewelacyjne poczucie
humoru; poświęcał mi wtedy dużo czasu, choć robił w pracy różne istotne
rzeczy... pamiętam, jak z Coolerem (którego też mu zawdzięczam!) lecieliśmy
kiedyś do domu szybko, żeby nagrać mu "Czas apokalipsy", bo bardzo chciał
mieć ten film na video... ot, takie drobnostki mam w pamięci. Ale cały obraz
Gandalfa jest spójny. Był człowiekiem wielkiego serca, taktu i ducha. Żałuję
tylko, że ostatnio nie poświęcałam mu tyle czasu, na ile zasługiwał. Żałuję,
że nie zrealizował wszystkich swoich celów. Żałuję, że go tu nie ma z nami.
Żałuję, że się z nim nie pożegnałam, bo nie wiedziałam, kiedy pisałam do
niego ostatniego maila, że on już nie żyje. Teraz zostaną myśli,
wspomnienia, jego słowa w archiwum. Kiedyś może znajdę sens tej śmierci, ale
na razie trudno jest mi się z tym pogodzić.

"Never let your sense of morals prevent you from doing what is right !" I.
Asimov, "Foundation". Jego motto.

From: katarzyna@f2virt.onet.pl (katarzyna)
[...]
ja widzialam Andrzeja tylko raz, ale tez duzo korespondowalismy i wydaje mi
sie, ze znalam go dobrze i od dawna. Andrzej byl czlowiekiem o bardzo
otwartym umysle, spokojnym i opanowanym z wspanialym poczuciem humoru. To
smutne, ze zginal tak bezsensowna smiercia.

From: Ruda <peyote@poczta.fm>
[...]
Trudno, oj jak trudno cos napisac, kiedy sie troche wie o sprawach
nurtujacych kogos, kogo juz nie ma. Opowiesci Darumy i Gzyry coraz
bardziej uswiadamialy mi, ze fizycznie juz Andrzeja nie ma. Nie
dotarlo to jednak do mnie tak na prawde. Wspomnienie dlugiej rozmowy w
Inowlodzu...... Za duzo sie dowiedzialam, ale dochowam tajemnicy. Ile
moglam, uchylilam....... O reszcie chce zapomniec.
Chce pamietac nasze rozmowy o kwiatkach. Andrzej zrobil mnie sobie
swoim osobistym ekspertem w tej dziedzinie. :-) Calkiem przyjemnie ale
i glupio jakos tak... I nie dotrzymasz slowa Andrzeju... nie
przywieziesz juz mi tej obiecanej sadzonki ze Stanow... nie posadzimy
juz tego krzewu... Ale zawsze bede o Tobie pamietac... Z wielu innych
powodow moj prawie rowiesniku- staruszku... O wiele za mlody na
odejscie... Ale ty tu nadal jestes... i bedziesz- w kazdym z
nas!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

From: Ki <marabuk@polbox.com>
[...]
Na zakończenie swojego ostatniego postu napisał "Pozdrawiam,
Gandalf". Zawsze pozdrawiał na zakończenie, przynajmniej zazwyczaj. Ale
to ostatnie "Pozdrawiam" jest wstrząsające... Nikt się tej śmierci nie spodziewał.
Jest tak, jakby kto? nam przed nosem drzwi zatrzasnął. Na
zawsze... Ale Gandalf jest nasz! Bardzo nasz. Chcemy Go tutaj...
Wraz z Nim odeszła cząstka ciepła, bo On tyle energii wkładał w te
nasze sprawy grupowe. Tyle miał świeżych pomysłów. I czytać potrafił
uważnie. Strasznie tak jakoś nie widzieć Jego nowych postów.
Z pierwszego z Nim spotkania pamiętam Jego uśmiech. To był 3 czy 4 zlot.
Pamiętam, jak siedzi przy biurku u Kasi mamy w domu. I przeprasza nas za
papierosa na balkonie. Najbardziej jednak pamiętam, jak pokazuje zdjęcia
obsypanych śniegiem wielkich choinek, tam w Rawce u Niego. Bardzo pięknych.
Przyniósł te zdjęcia na zlot u Llaua, nam pokazać... Luty 2000. Wyszedł
później z nami. Był zimowy wieczór, ale nie bardzo zimny. Staliśmy chwilę
na parkingu. Dworzec kolejki, którą miał wracać do domu był stąd bardzo blisko,
dosłownie dwa kroki, pokazywaliśmy mu z de Gzyrą palcem ten dworzec. Gandalf,
przecież pisałeś, że lubisz szybką jazdę samochodem. Dlaczego nie jeździłeś
samochodem do Warszawy?. Może by się nie stało, to co się stało...

Żegnaj, Gandalf
Nie zdążyliśmy się z Tobą inaczej pożegnać,

From: Krzysztof Wychowalek <xpert@vegetarians.com>
[...]
Ja rozstalem sie z nim na szosie w momencie jak zlapal dziure w detce
swojego roweru - i tak chce go zapamietac. Ot, tak jak sie czasem traci
z kims kontakt. Tak bede o nim myslal - ze odszedl prowadzac rower a
potem zgubil gdzies moj e-mail, numer telefonu.....


kontakt

© 1999-2010 vege.pl

Newsy
- Wszystkie -
Ekologia
Informacje, wydarzenia
Ogłoszenia, komunikaty
Przegląd prasy
Rozmaitości
Rynek
Zagrożenia
Zapowiedzi, zaproszenia
Zdrowie
Zwierzęta
->   Newsletter   <-

MiszMasz
Cytaty
Dowcipy i błahostki
Obrazki, filmy poważne
Obrazki, filmy zabawne
Opowiadania, eseje
Tapety
Wegeryki
Wiersze lekkie
Wiersze poważne
Wlepki

PolskaVege
Opisy grup dyskusyjnych
Zloty i spotkania

Linki
Artykuły prasowe
Blogi kulinarne
Działy na innych serwisach
Ekologia, cruelty-free
Komunikacja wegetarian
Przepisy kulinarne
Serwisy wegetariańskie
Strony prywatne
Usługi, sklepy, restauracje